Browar Grudziądz, czyli oaza na kolejnej pustyni

Grudziądz jest dziwnym miastem. Tramwaje jeżdżą tam z płonącym podwoziem, a ruiny starego browaru przypominają o smutnym upadku branży w regionie. Od niedzieli to także miejsce, gdzie znów można napić się dobrego piwa. Dwunastego listopada 2017 roku oficjalnie działalność rozpoczął restauracyjny Browar Grudziądz. Wybrałem się na otwarcie, by samemu zobaczyć, jak lata posuchy zaostrzyły apetyt mieszkańców.

Browar Grudziądz

Siedziba browaru mieści się przy trzygwiazdkowym hotelu RAD. Pieczę nad warzelnią, znajdującą się na terenie restauracji, sprawuje główny piwowar Szymon Kamiński, który wraz z Mariuszem Matyskiem przygotował wszystkie premierowe piwa. Na kranach zagościła klasyka: Helles, Marcowe i Miodowe. Wybór stylów raczej nie dziwi, a jest dla mnie dobrą okazją na zweryfikowanie sprzętu i talentu twórców.

Zanim jednak sięgnąłem po premierowe produkcje, przyjrzałem się bliżej samemu miejscu. Cegła i drewno nadają nieco surowy, ale ciepły klimat całości, co w przypadku brorestów jest i powinno być standardem. Umiejscowiony w pobliżu wejścia bar zwraca uwagę miedzianym panelem nalewaków z logo browaru. Przedstawia ono słynny miejski zabytek – Bramę Wodną i występuje niemal wszędzie na terenie obiektu. Od firmowych kufli, przez drzwi wejściowe, lodówkę z piwami na wynos czy ściany sali restauracyjnej. Innym ciekawym detalem są barowe siedziska czy stoliczki stylizowane na piwne beczki.

Nie sposób nie wspomnieć o frykaskach czekających na przybyłych gości. Wśród przystawek i deserów kuchni molekularnej najbardziej zasmakowały mi tatar z łososia oraz mus czekoladowy. Moje serce skradły pierniczki w kształcie kufli, które choć piwa nie zawierały, stanowiły do niego dobrą przekąskę. Premier spróbować mógł każdy, samodzielnie nalewając próbki do maleńkich kufelków. Oczywiście serwowano je także w słusznych rozmiarach z kranu oraz sprzedawano na wynos w trzech pojemnościach: 0,3, 0,5 i 1l. Degustację rozpocząłem od najjaśniejszej pozycji dnia.

Nazwa: Rudnickie
Styl: Helles Lager
Ekstrakt: 12% wag.
Alkohol: 4,7% obj.

Dawno nie piłem porządnego Hellesa, ale jak gdzieś miałbym go w Polsce szukać, to głównie w warzelniach restauracyjnych. Ten z Browaru Grudziądz jest jasny, żółty, ma białą, dość trwałą pianę. W aromacie nuty słodowe, zboże, ziarniste i chlebowo – bułkowe oraz minimalna nuta chmielowa, zahaczająca o zioła. W smaku bułeczki i jasne chleby z lekką ziołową chmielowością. Goryczka lekka, ale wyczuwalna, przyjemna. Całość raczej wytrawna, rześka. Bardzo dobry przykład stylu. Dla poszukujących płynnego pieczywa jak znalazł 7,5/10

Nazwa: Ułańskie
Styl: Marcowe
Ekstrakt: 12,5% wag.
Alkohol: 4,9% obj.

Marcowego też dawno nie próbowałem, nie licząc jednej butelki na Oktoberfest. Ułańskiemu zdecydowanie bliżej jest do tradycyjnych interpretacji, niż współczesnych cienkuszy z monachijskiego święta. Barwa ciemniejszego złota, piwo klarowne. Aromat słodowy, zbożowy, z zauważalnymi melanoidynami i odrobiną chmielowością. W smaku słodowe z niską, ziołową goryczką. Pijalne, pozbawione karmelowości. Również dobre przedstawienie klasyka 7/10

Nazwa: Nadwiślańskie
Styl: Miodowe
Ekstrakt: 12,5% wag.
Alkohol: 4,9% obj.

Nie da się ukryć, że do fanów miodowych piw (pomijając braggoty) nie należę. Tu jednak w składzie pojawił się miód gryczany, który zawsze budzi większe nadzieje niż mniej wyraziste odmiany. Oczywiście, piwo jest słodkie, ale zachowuje charakter Ułańskiego, na którym bazuje. Słodowość gra w tle, ustępując w aromacie i smaku nieco ziemistej gryce. Koniec końców Nadwiślańskie nie jest ulepkowo płaskie, jakie mogłoby się stać w połączeniu z miodem lipowym, czy wielokwiatowym. W swojej kategorii plasuje się wysoko 7/10

Po degustacji skorzystałem z uprzejmości Szymona i razem z nim zwiedziłem najważniejsze punkty browaru. Dwukadziowa warzelnia stoi w sali restauracyjnej i cechuje się wybiciem na poziomie 10 hekto. W tym samym pomieszczeniu umiejscowiono również poziome tanki wyszynkowe. Te fermentacyjne, o pojemności 2000 litrów każdy, znajdują się w podziemiach budynku. Całość instalacji przygotował austriacki Salm.

Przy okazji browarniczych debiutów, zawsze zastanawiam się jak duży jest to przeskok dla piwowarów domowych. Szymon przyznał, że zmiana rozmiarów warek nie była dla niego problemem. Nie dziwi to w kontekście jego dotychczasowego doświadczenia i osiągnięć, jak choćby zwycięstwo w kategorii Session IPA na zeszłorocznym Cieszyńskim KPD. Póki co jednak, w Browarze Grudziądz skupi się na warzeniu klasycznych stylów. Chodzą słuchy, że do obecnej trójki w przyszłości dołączy pszenica.

Zapewne wrócę jeszcze do Browaru Grudziądz. Czy to spróbować kolejnych stylów, czy sięgnąć po dobroci z karty restauracyjnej – wśród których szczególnie ciekawie zapowiadają się świńskie uszy z chrzanowym sosem. Jeśli chłopaki dalej podchodzić będą ze zrozumieniem do klasyki, będę spokojny o ich produkcje. Mam nadzieję, że rzemiosło w grodzie nad Wisłą rozwijać się będzie nadal. Warunki ma odpowiednie.

Po zakończeniu wizyty w restauracji, nie mogłem odpuścić odwiedzenia starego browaru Kuntersztyn, a właściwie jego posępnych, rozsypujących się ruin. Przypomina to sytuację z lokalnego podwórka, czyli równie smutne dzieje bydgoskiego Kujawiaka. Oba zakłady upadły w pierwszej dekadzie XXI wieku, a ostatnie lata działalności zdecydowanie nie należały do chlubnych. Dobrze, że miasta powoli zacierają tę niechlubną historię.


PS: We wstępie wspomniałem o płonącym tramwaju. To nie żart. Z browaru pojechałem do miasta właśnie tym środkiem transportu. Nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kopciło mu się podwozie, a smród spalenizny wypełniał cały wagonik z epoki. Motorniczemu to najwyraźniej nie przeszkadzało, bo zbywał pasażerów i jechał dalej. No cóż, w Polsce się dymi

Od lewej: Helles, Marcowe i Miodowe

Naprawdę urocze są te pierniczki

Bohaterowie browaru: Szymon Kamiński i Mariusz Matysek

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr