Zakalec polskiego piwowarstwa: Część II

Idąc tropem piwno – chlebowych analogii powiedzieć można, że w najprzedniejszym chlebie z najlepszej piekarni może trafić się zakalec. Oczywiście – najmniejszy błąd na etapie produkcji może sprawić, że efekt końcowy będzie niezadowalający. Wykluczając zły surowiec, czy wadliwą instalację, zakładać można, że to błąd człowieka zawarzył zaważył na końcowej porażce. I choć każdemu pomyłki się zdarzają, to co powiedzieć o sytuacji, kiedy ów czynnik ludzki odpowiada za zakalec w postaci innej, niż galaretowate ciasto, czy skwaśniałe piwo? Choć może nie do końca, bo zepsute produkty jednak są tłem tutaj opisywanych spraw…

Stare powiedzenie mówi, że ryba psuje się od głowy. Jeśli zastosujemy tę tezę do rzemieślniczego piwowarstwa, trzeba zadać sobie pytanie, czyja głowa psuje się pierwsza…

Kłopoty z komunikacją

O ile definicja dobrego piwa jest w dużej mierze zależna od gustu, o tyle w przypadku złego trunku jest prościej. Nie trzeba być znawcą całej listy wadliwych związków w piwie, by stwierdzić, że coś jest nie tak. Z innego założenia wychodzą niektóre browary rzemieślnicze, które dość energicznie reagują na negatywne recenzje swoich obiektywnie złych produktów. Swego czasu sporą wpadkę tego typu (czy raczej wpadki) notował bieszczadzki Ursa Maior. I to dosyć dawno (jak na polski kraft) bo dwa lata temu. Generalnie podejście typu nie smakuje ci to wypad, nie znasz się to pewien standard w wielu dziedzinach polskiego przemysłu, jednak możliwość przeczytania tego w oficjalnych (bądź co bądź) wpisach i komentarzach na Facebooku to trochę inna bajka, niż usłyszenie paru ciepłych słów od zmęczonej ekspedientki w sklepie. Na szczęście dla polskiego piwowarstwa (i dla samej Ursy) złowieszcza retoryka przyniosła spadek sprzedaży i wymusiła zmiany, zarówno marketingowe, jak i jakościowe w browarze.

O ile szaremu zjadaczowi piwa można jeszcze próbować wmówić, że jego zła ocena wynika z niewiedzy lub braku doświadczenia, to z osobą ze środowiska, dajmy na to blogerem piwnym tak łatwo już nie jest. Nie ważne, czy faktycznie zna się na rzeczy, czy tylko aspiruje do bycia ekspertem, zawsze jest osobą opiniotwórczą i prawdopodobnie dociera do większej liczby osób, niż Kowalski postujący na tablicy browaru. Boleśnie przekonał się o tym rok temu Kuba z TheBeerVault, z którym w dyskusję wdał się browar kontraktowy Spirifer. Poszło o tę wypowiedź, zawartą w piwnych prognozach na 2015:

Spirifer z niemal każdym piwem przebija poprzednie. Tyle że niestety w dół. Niektóre piwa, szczególnie dwa przedostatnie robią na mnie wrażenie jakby zostały uwarzone przez przysłowiowe pijane dzieci we mgle. Jeśli się panowie nie ogarną, tę inicjatywę może czekać rychły koniec. U mnie już mają kreskę.

Zdecydowanie niezadowolony komentarzem, właściciel browaru napisał

Jak wielką naiwnością musiał wykazać się Dariusz Pawlak, licząc że wiadomość od niego nie zostanie upubliczniona. Chyba każdy na miejscu Kuby opublikowałby taką laurkę, opatrując ją stosownym komentarzem. Po publikacji oczywiście zawrzało, browar stał się obiektem krytyki, zarówno ze strony ludzi z branży, jak i zwykłych konsumentów. Jakby tego było mało, swój  zbudowany opiniami zamek z piasku zaczęli rozgrzebywać oficjalnymi przeprosinami:

Mówi się, że szczytem sarkazmu jest obrazić kogoś w taki sposób, by uznał to za komplement. Jak widać, podobną metodą próbowano zastosować tutaj, tyle że bez powodzenia. Dla mnie ta publiczna wypowiedź jest gorsza od prywatnych pogróżek. Pomijając kwestie etyczne, buduje obraz piwowarów jako spiętych ludzi nie umiejących przyznać się do błędu. I taka wizja zostaje, bo przecież źle mówi się głośniej niż dobrze. Choć od całej akcji minął rok, Spirifer wciąż nie odbudował do końca zaufania klientów (w tym mojego), a co zostało nasrane i rozmazane już nikt nie posprząta. Nawet kolejnymi przeprosinami, takiej treści.

Czy Spirifer wyciągnął z całej sytuacji wnioski? Marketingowo pewnie tak, technologicznie – nie wiem. I raczej nie mam ochoty, by się dowiedzieć.

Dowcipy z brodą

Przytoczone do tej pory przykłady mogą pełnić tło dla burzliwych historii związanych z trzecim bohaterem, czyli sopockim Browarem Brodacz. Począwszy od sytuacji bliźniaczej wręcz do konfliktu TheBeerVault vs Spirifer. Znów ten sam bloger, znów takie samo podsumowanie, tylko że rok później.  Choć tym razem Kuba napisał nieco mniej nieprzychylnych słów

Jeszcze gorzej wypada Brodacz, który chyba niczego wartego uwagi jeszcze nie uwarzył, a którego piwa cenowo są pozycjonowane raczej wysoko.

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Nie była ona zbyt sympatyczna. Niestety (a może na szczęście) zniknęła ona z Internetu na dobre.

O ile w przypadku pana Pawlaka można mówić o nieostrożności, to Tomasz Brzostowski wykazał się brakiem logicznego myślenia oraz nieumiejętnością uczenia się na błędach (w tym przypadku błędach innych). I chyba faktycznie coś w tym jest, bo sprawa ma się identycznie w kwestii jakości piw (choć tym razem błędy są własne).

Wszystkim, którzy próbowali piw z Brodacza nie muszę mówić, że nazbyt często zdarzały zdarzają się im nieudane produkcje. Podobnie było z piwem Masochista, którego moja recenzja zbiegła się z opisywaną wyżej aferą. Do mnie także napisał Brodacz, jednak (może ze względu na wypunktowane w tekście zarzuty) w przychylniejszej formie. Obiecali mi poprawę i kontrolę procesu produkcyjnego celem wyeliminowania błędów (choć z tego co wiem, nadal w tej kwestii nic się nie zmieniło).

Kwestią, która w przypadku Masochisty zażenowała mnie bardziej niż mierne piwo, była marketingowa otoczka, powiązana z osobą videoblogera, a konkretnie morska opowieść na butelce, w stylu tych opowiadanych przez Miecia:

Rok 1995. Nieznana wioska nad morzem. Jej mieszkańcy, przez swój wrodzony imbecylizm, wywołują wojnę z drzewami, zamieszkującymi te ziemie. Dochodzi do drakońskich scen. Pan Roman, który akurat czekał na autobus, bo zaspał w nocnym, jest świadkiem brutalnego aktu obgryzania kory przez mieszkańców na jednym z wyrąbanych przez nich wcześniej modrzewiu. Po rozproszeniu się barbarzyńców, pan Roman zbiera korę do plecaka, w celu zrobienia z niej maści. Po powrocie do domu zapomina jednak o tym. 20 lat później, znajdując zdobycz, wpada na pomysł wystawienia jej na Allegro. Kupiliśmy tę korę. I wjebaliśmy ją do tego piwa. Dlatego jest zajebiście dobre. A tak naprawdę to nie. Ta historia z góry to kłamstwo, tak żeby czymś skusić. Ale piwo i tak jest dobre. Tak więc pij i nie narzekaj.

Rozumiem konwencję, jednak jeśli nie okazuje się szacunku intelektualnego konsumentowi w kontakcie bezpośrednim, to przydałoby się szanować go chociaż promując produkty. Dla kogo to jest skierowane? Piętnastolatków wychowanych na Śmiechu Warte 2.0 w wersji mobilnej? Masochista kieruje swoje filmy do nieco młodszej widowni, o czym bezapelacyjnie  świadczy cykl recenzowania lektur szkolnych (w którym Mieciu promował swoje piwo). To już nie chodzi o to, że zakrawa to o złamanie prawa, promocję procentów wśród nieletnich, to po prostu pójście na łatwiznę, prawdziwie tabloidowe podejście do piwowarstwa, na poziomie niższym niż promocja piw koncernowych. Ciekawe, czy podczas tworzenia strategii ktoś nadepnął na leżące grabie…

Kiedy myślałem, że większej prostytucji umysłowej dopuścić się nie można, a wizerunku samego browaru, jak i polskiego piwowarstwa zepsuć się bardziej nie da, Brodacz pokazał że się myliłem, wypalając mocną amunicją z dwururki. Primo – kolejna kolaboracja, tym razem z rysownikiem Andrzejem Milewskim. Na pierwszy rzut oka, kolejna kampania w stylu współpracy Andrzeja Mleczki z Olbrachtem – zabawne rysunki na etykietach, może jakieś prowokacyjne motywy, może gra polityczna, może satyra. I gdyby na tym poprzestano, byłoby OK. Ale sprawa zaczęła śmierdzieć, przez jeden cytat:

To najlepsza popitka do wódki, jaką kiedykolwiek piłem
˜Aleksander Kwaśniewski

Nie wiem, kto jest największym odbiorcą memów kreujących postać Aleksandra Kwaśniewskiego – alkoholika, ale patrząc na poziom sporej części z nich, stawiam w ciemno, że to młodzież w okresie dojrzewania. Ale tu kwestia targetu brodaczowych piw schodzi na drugi plan. Ważniejsze jest pytanie, które być może definiuje całą kulturę dobrego piwa. Pytanie o podejście do jego spożywania. Czy chcemy je kreować jako produkt wysokiej jakości, przeznaczony do smakowania, rozsądnego i odpowiedzialnego spożycia, czy jako roztwór alkoholu, służący do wprowadzenia się w stan nietrzeźwości? Prawie każdy w branży, w świecie polskiego rzemieślnictwa, opowie się za pierwszą opcją. Dlatego powstają blogi, kampanie kraftowych browarów, warsztaty i festiwale piwne – by zapoznać ludzi z piwem wysokiej jakości i pokazać, że ten trunek może kojarzyć się z czymś innym, niż osiedlowa budka. I nagle, browar trafiający do ludzi, którym piwne rzemiosło jest obce, mówi piwo służy do chlania, do ordynarnego napierdalania się. Brawo, tak się psuje pozytywny wizerunek środowiska budowany (powiedzmy) przez lata. Czy można coś bardziej spierdolić? Można.

Żródło: youtube.com/naffnaff

Następny strzał Brodacza przy poprzednim wydaje się być prawdziwą salwą armatnią. Jak pokazać jeszcze większej grupie potencjalnych klientów, że piwo służy do upijania się i jest najpodlejszym z napojów? Zatrudniając do reklamy ofiarę alkoholizmu! Rzecz jasna mowa tu o nagłaśnianej ostatnio sprawie współpracy Brodacza z kolejnym bohaterem Internetu  – Wiesławem Wszywką, czyli starszym panem – alkoholikiem, znanym z videorecenzji tanich win i podobnych im alkoholi. Jakie piwo będzie odpowiednie dla takiej kolaboracji? Oczywiście mocne, wysokoprocentowe, które musi poniewierać, więc oczywisty wyborem jest tu Double IPA z polskim chmielem, o znaczącej nazwie Duży Volt. Czy budzi to jakiekolwiek skojarzenia z wysokogatunkowym trunkiem? Niezbyt. Dokładając do tego wymowę vlogów z panem Wiesławem i jego procentowo – konsumpcyjne podejście, jasne się staje, że mamy lansowany produkt służący do najebki, co tak boleśnie przeczy piwnej kulturze.

Do kogo takie piwo jest skierowane? Chyba głównie do odbiorców rzeczonych filmików z panem Wszywką (dobra ksywa, co nie, nazwijmy degustatora fast foodów Sebek Sraczka, będzie beka xd), którzy (niby) w większości są pełnoletni. Z resztą, w Internecie każdy podobno jest pełnoletni…  Zaskakuje więc ilość wypowiedzi młodzieży w sieci, gotowych na spróbowanie Dużego Volta. Jego premiera odbędzie się na Warszawskim Festiwalu Piwa i będzie połączona ze spotkaniem z alkoholową gwiazdą. Na całe szczęście, organizatorzy imprezy zamierzają kontrolować wiek uczestników. Wierzę, że nie oznacza to dla Brodacza pustego stoiska.

Najprostszą motywacją, która kierować może browarem pana Brzostowskiego jest chęć zysku poprzez dotarcie do sporej liczby klientów. Ale to byłoby zbyt łatwe tłumaczenie. Stawiam, że chodzi o coś innego. Brodacz,  zniechęcony lawiną negatywnych recenzji i notorycznie złym odbiorem swoich piw, doszedł do wniosku, że skoro piwo nie może smakować, to chociaż będzie kopało. Tak to widzę. A jak uda się przy tym pozyskać rzeszę klientów zapatrzonych w żałosne pseudoautorytety zza ciekłokrystalicznych ekranów, to dodatkowy plus. Tylko kto, przyzwyczajony do kopiącego piwka za 2 złote wyda tę dyszkę na rzemieślniczą produkcję Brodacza? Może paru się znajdzie, tych z grona kupujących za hajs rodziców koszulki, czapeczki i gazetki z ukochanymi internetowymi idolami, za nieporównywalnie wysokie ceny. To musi być ten target, nie ma opcji.

Żródło: cupsell.pl

Co ciekawe, Brodacz odniósł się w rozmowie z Jurkiem Gibadło do zarzutów. Szkoda, że albo przeczy sam sobie, albo zgrywając głupa pluje klientom i ludziom ze środowiska w twarz. Kontrola wieku oglądających bohaterów z Youtube? Tak jak mówiłem, każdy kłamie o wieku w Internecie, a przykład Masochisty bez cienia wątpliwości pokazuje, że wśród odbiorców jest sporo młodszej widowni.  Twierdzenie, że Wiesław to nie alkoholik, a sympatyczny jegomość i przez taki pryzmat się na niego patrzy to kolejna bzdura. Czy ma to być nawiązanie do amerykańskich kampanii z Kowbojem Marlboro (stylizowanych na promocję westernów i kultury USA, a nie szerzenie nałogu papierosowego)? I trzecia sprawa – zrzucanie odpowiedzialności na klienta. Chcąc czy nie, twórca zawsze musi brać odpowiedzialność za swój produkt, a gdyby marketing nie wymuszał pewnych zachowań, to by nie istniał.

 Część osób przypatrujących się zarzuca niezadowolonym z postawy browaru, klasyczny ból dupy. No nie bardzo. Dupa może boleć kogoś z bezsilności, poczucia porażki, bycia na przegranej pozycji. Ja przykładowo czuję się bardzo zwycięski, mogąc wybrać spośród wielu piw takie, które nie przeczy ideom, dzięki  którym powstaje. Czuje się wygrany, wyrażając sprzeciw wobec psucia wizerunku przemysłu piwnego. I gdybym prowadził branżowy sklep, bez wahania zachowałbym się jak niektórzy sprzedawcy teraz – wycofując brodaczowe piwa z oferty. To trochę jak działanie przeciwciał, gdy coś chce zniszczyć dobrze działający organizm, musi być gotowe na opór i kontrę.

Jakże inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby piwa z Brodacza broniły się jakością. Znacznie trudniej byłoby o krytykę, bo mówiłby same za siebie, a nie przez usta zniszczonego życiem człowieka. Jednak jak jest, widać jak na dłoni. Mam nadzieję, że nie pójdzie to w jeszcze gorszą stronę, na przykład produkcji tanich napojów słodowych, Brodaczowego Dzbana czy czegoś w ten deseń. Wtedy już zupełnie nie trzeba będzie się martwić o jakość, a kolejne akcje marketingowe staną się jeszcze prostsze i dosadniejsze.

Na koniec

I znów wypada mi prosić o rozwagę. Wierzę, że rynek i tak zweryfikuje każde tego typu poczynania, a jeśli okażą się złe dla niego, to ich autorzy skończą, plując sobie w brodę ze złości. Bo można robić dobry marketing i skuteczną promocję, bez pójścia na łatwiznę i szkodzeniu tak przemysłowi, jak i klientom. Wszyscy popełniamy błędy ale na głupotę i prostactwo esperalu wszyć się nie da… Pozostaje tylko wolny wybór. Sięgajmy po pieczywo, w którym zakalec nie jest obecny.


Post scriptum
I tak nie udało mi się wyczerpać tematu tak jak chciałem. Nie wykluczam napisania trzeciej części, choć mam nadzieję, że nie będzie to konieczne.

Stockowe fotki wykorzystane w artykule pochodzą z darmowych banków zdjęć. Natomiast fotografie obrazujące stanowiska browaru Spirifer pochodzą z:
http://www.zpiwem.pl/2015/01/browarze-spirifer-robisz-to-zle.html serdecznie polecam artykuł na zpiwem.pl, który ciekawie komentuje tamtą sprawę
Zdjęcie z pogróżkami Brodacza wobec TheBeerVault pochodzi z Facebooka tegoż bloga:
https://www.facebook.com/ED.Beer.Vault/photos/pb.105865389486103.-2207520000.1458600161./974032939336006/?type=3&theater
Wykorzystane cytaty Kuby Niemca pochodzą z niniejszych artykułów z bloga TheBeerVault, serdecznie zapraszam do zapoznania się z pełnymi tekstami:
http://thebeervault.blogspot.com/2015/01/wrozenie-z-przechmielin-na-2015-dla.html
http://thebeervault.blogspot.com/2016/01/rok-2015-w-polskim-crafcie-wnioski.html
Tłumaczenia Brodacza w artykule na JerryBrewery, gdzie znajdziecie też linki do wypowiedzi innych blogerów na temat całej sprawy: http://jerrybrewery.pl/brodacz-gate-fakty-krytyka-odpowiedz/

Link do pierwszej części artykułu: http://chmielokracja.pl/zakalec-polskiego-piwowarstwa-czesc-i/

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr