Zakalec polskiego piwowarstwa: Część II

Idąc tropem piwno – chlebowych analogii powiedzieć można, że w najprzedniejszym chlebie z najlepszej piekarni może trafić się zakalec. Oczywiście – najmniejszy błąd na etapie produkcji może sprawić, że efekt końcowy będzie niezadowalający. Wykluczając zły surowiec, czy wadliwą instalację, zakładać można, że to błąd człowieka zawarzył zaważył na końcowej porażce. I choć każdemu pomyłki się zdarzają, to co powiedzieć o sytuacji, kiedy ów czynnik ludzki odpowiada za zakalec w postaci innej, niż galaretowate ciasto, czy skwaśniałe piwo? Choć może nie do końca, bo zepsute produkty jednak są tłem tutaj opisywanych spraw…

Stare powiedzenie mówi, że ryba psuje się od głowy. Jeśli zastosujemy tę tezę do rzemieślniczego piwowarstwa, trzeba zadać sobie pytanie, czyja głowa psuje się pierwsza… Czytaj dalej

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr

Zakalec polskiego piwowarstwa: Część I

Kiedy tłumaczę ludziom niezwiązanym z piwem rzemieślniczym, na czym ono polega, lubię używać porównania do piekarnictwa. Tak jak produkowane na masową skalę, tanie pieczywo ma się do wypieków z małych, lokalnych piekarni, tak piwa koncernowe mają się do piw kraftowych. Oczywiście, to spore uproszczenie. Istnieje przecież wiele piekarenek albo udających rzemieślnicze, albo (co gorsze), pod płaszczem tradycji i dobrej praktyki, sprzedające niskiej wartości przetwory nafaszerowane całą gamą syntetycznych dodatków. W sumie, gdyby się zastanowić, to w piwnym świecie także ma to swoją analogię…
Jaki skutki niesie ze sobą zakalec w chlebie wiadomo powszechnie – pieczywo staje się niezdatne do spożycia, albo przynajmniej trudne do przełknięcia? A co zakalec psuje w polskim piwowarstwie? O tym dzisiaj parę słów ode mnie.

Czytaj dalej

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr