Lubrow: Yntelygent

Eksperymenty to nieodzowna część rzemieślniczej kultury piwnej. Zaskakujące połączenia, dodatki czy sposoby produkcji nie tylko wpływają pozytywnie na urozmaicenie piwnego świata, ale i stają się przyczynkiem rozwoju zarówno browarów, jak i konsumentów. Yntelygent z Browaru Trójmiejskiego Lubrow był tym eksperymentem, który znajdował się na samym szczycie mojej listy do spróbowania. Nieczęsto przecież spotyka się połączenie jasnego ale z… burakami

Yntelygent Czytaj dalej

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr

Browar Trójmiejski Lubrow

Do tego browaru wyjątkowo łatwo jest trafić. Usytuowany w pobliżu dworców – kolejowego i autobusowego, przy ulicy Karmelickiej, aż prosi się o odwiedziny. Poza siedzibą w Gdańsku, do której zaszedłem, Browar Trójmiejski Lubrow front lubrowma swój oddział także w Sopocie oraz spodziewający się rychłego otwarcia punkt w Wejherowie. Sam browar powstał w 2012, jako rozszerzenie działalności restauracji BarBados.

Na fasadzie budynku uwagę zwraca duże logo browaru. Przed wejściem do restauracji w okresie letnim rozstawiony jest ogródek, w którym znajduje się stanowisko z piwnymi kranami. Moje odwiedziny przypadły na godziny wieczorne, w dodatku w dzień Ligi Mistrzów, tak więc wnętrze powitało mnie przyjemnym półmrokiem, przełamywanym kolorowymi światłami i sporą ilością telewizorów z transmisją. Czytaj dalej

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr

Beergoszcz czyli (Nieoczekiwane pożytki z posuchy)

Po jednej stronie wagi: wielkie obawy, strach i niepewność. Nieufność wystawców, spowodowana niedawną klęską piwnego festiwalu w Łebie. Po drugiej ciche, choć wielkie nadzieje na udaną imprezę i spektakularny sukces. Jaka była prawda okazało się już pierwszego dnia, a szalę na stronę zwycięstwa przechyliła zaskakująca ilość osób, które odwiedziły pierwszy bydgoski festiwal piwa Beergoszcz.

Impreza wystartowała 19 września, punktualnie o dziesiątej. Przed halą Łuczniczka powoli otwierały się furgonetki z jedzeniem, a do kasy biletowej ustawiła się niewielka jeszcze wtedy kolejka. Jedni kupowali tylko bilety, inni (w tym ja) odbierali także zamówione szkło festiwalowe – dobrze zaprojektowanego, półlitrowego sniftera. Wielbiciele piwa i ciekawscy widzowie powoli zaczęli wypełniać halę. Obawy jednak mogła budzić skromna liczba stoisk piwnych, które zajmowały tylko połowę terenu wystawowego, a policzyć je można było na palcach obu rąk.

Czytaj dalej

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr