Shaker, not stirred

Niby nic, a tak to się zaczęło… zdaje się pobrzmiewać w głowie podczas śledzenia coraz to nowszych wpisów na temat Afery Shakerowej. Sytuacja rozdmuchiwana niczym dźwięki w instrumentach Orkiestr Dętych – co rusz nowe akordy w wojnie między wielbicielami szkieł sensorycznych, a zwolennikami szklanek prostych. Sporo fałszywych dźwięków, kilka facebookowych defilad z obu stron i wiele hałasu… O nic?

            Wszystkim niezorientowanym przypomnę – zaczęło się dosyć niewinnie, gdy szkłem reprezentatywnym na październikowy Warszawski Festiwal Piwa wybrano shaker. Pojawiły się pierwsze sprzeciwy przeciwko takiemu rozwiązaniu – jak być może, że prostacka szklanka będzie górować nad kieliszkiem degustacyjnym? Niemal natychmiast głos zabrali niektórzy blogerzy, zarzucając swoim oponentom piwny snobizm i wydumane przegięcie. Nie trzeba było długo czekać na ripostę birofilów, kwitujących wypowiedzi polemistów oskarżeniami o prostactwo i zacofanie. Tak zaczęła się prawdziwa wojna na słowa, obrazki, filmiki i kolaże. Szkoda, że we wszystkim zniknął gdzieś sens, a wzajemne złośliwości nie pozwoliły na logiczne i rzeczowe podejście do tematu. Będąc bezstronnym można jednak zawsze spróbować…

            Jak jednak mogę mówić o bezstronności? W życiu piłem piwo z przeróżnych naczyń – od plastikowych (a fe!) kubeczków, przez kieliszki, kamionki, po szkła sensoryczno – specjalistyczne. Nie wspominając łyków branych z butelek, których wielu do dziś żałuję. Mam też swoje ulubione typy szkieł, jak i ulubione egzemplarze na swojej półce. Powinienem więc zająć jasne stanowisko i opowiedzieć się po którejś ze stron. I przyznam, że zacząłem się nawet zastanawiać, na którą z szal położyć szyszkę chmielu, ale w końcu dotarło do mnie, że prawda leży gdzie indziej.

            Zaznaczę, że używam zarówno shakera jak i szkieł sensorycznych. Tych drugich do niezliczonych prób degustacji i faktycznego wyszukiwania wymyślnych nut, tego pierwszego – do wypicia piwa do obiadu. Trunku, który w tym wypadku ma służyć za dodatek, nie danie główne. W wielu pubach rzemieślniczych także otrzymuję piwa w shakerze, głównie te lżejsze, sesyjne. Takie, które mają występować jako tło rozmowy ze znajomymi, towarzyskiego spotkania. Nie zdarzyło się nigdy, by ktoś wciskał mi shakera na siłę, czy podał mi w nim RISa, portera bałtyckiego czy wino jęczmienne. Oczywiście, można powiedzieć, że przypadek WFP to inna sytuacja – do tych szkieł ma być lane wszystko co się da, więc pewnie połowa piw straci swój charakter i zostanie sprowadzona do popitki po schabowym. Nikt jednak nikomu nie broni przyjść z własnym szkłem, a shaker traktować jako ciekawostkę do kolekcji. Sam zbieram szklanki i sporej ich części nie używam. Kto jednak będzie chciał wypić z shakera, niech pije na zdrowie. Nie trzeba przy okazji obrzucać się stekiem wyzwisk. Przecież zdecydowanie mniej przydatną rzeczą jest beret dołączany do zestawu na festiwal. W takim to ani wyjść do miasta, ani wejść do tapu, ani nawet przed komputerem w domu siedzieć, bo za ciepło, a i pewnie niewygodnie. Choć patrząc na niektóre wpisy w Internecie (niekoniecznie na tematy piwne), ich autorzy musieli przygarnąć przymałe nakrycie głowy na stałe. Niech każdy pije w czym chce, jak chce. Myśląc o kulturze spożywania piwa, nie zapominajmy, że nad nią stoi kultura osobista. Bez tego ani rusz.

            Jedna z podstawowych prawd, którą wbijano mi do głowy kiedy byłem dzieckiem, brzmiała: nie ocenia się książki po okładce. Zacząłem przez to wierzyć, że zawartość jest ważniejsza od opakowania. W przypadku książek i ludzi powiedzenie to sprawdzało się znakomicie. Jak okazało się dzisiaj, sprawdza się także w przypadku piwa. Cóż z tego, że wybierzemy swoje kochane, jedyne i najlepsze szkło do picia piwa, jeśli okaże się, że nie mamy co z niego wypić? Jeśli losowy, hucznie zapowiadany festiwal okaże się chorzowskim BeerFestem, a wszystkie plany napicia się szlachetnego trunku wezmą w Łebę w łeb? Martwmy się o to, co wlewamy do szklanek, słoików, kieliszków i butelek. Marne piwo smakuje równie źle z każdego szkła, a bezsmakowe eurolagery nie dadzą nam przyjemności w żadnym wypadku. Nawet najbardziej zaawansowane technicznie szkło okaże się równe shakerowi, kiedy do obu ktoś nam złośliwie nasika. Nie sikajmy do szklanek zwanych polskim piwowarstwem. Nikomu nie wyjdzie to na dobre.

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr
  • blogosiaka

    PIERWSZY