Poznańskie Targi Piwne 2016 – fotorelacja

Kolejne Poznańskie Targi Piwne za nami. Parę tysięcy osób przez trzy dni mogło spróbować kilkuset piw, cydrów i miodów rzemieślniczych z ponad 100 browarów i manufaktur. Do całości dodajmy strefę rozrywki, wykłady, warsztaty i całą rzeszę innych atrakcji, a otrzymamy największy festiwal piwa w Polsce. Czy ogromna skala przedsięwzięcia przemieniła się jednak w ostateczny sukces?

Poznańskie Targi Piwne 2016Podobnie, jak w poprzednich latach, impreza trwała trzy dni. Ja udział wziąłem w dwóch pierwszych (piątek – sobota). Wolałem nie powtórzyć sytuacji z Warszawskiego Festiwalu Piwa, gdzie meldując się ostatniego dnia, praktycznie pocałowałem puste krany. Tym razem spróbowałem niemal wszystkich planowanych pozycji – poświęcę im kolejny artykuł. Krótko mówiąc – sporo było piw wysokiej jakości, ale trafiło się też kilka niewypałów. Jedzenie z kolei trzymało poziom (przynajmniej te potrawy, które próbowałem – o nich także przy okazji recenzji).

Inna sprawa z pogodą – powracające opady utrudniały życie wszystkim bytującym na powietrzu (głównie czekającym na dania z szamochodów. Dobrze, że postawiono w strefie gastro namioty, a miejsc siedzących w hali było znacznie więcej, niż rok temu. Nic dziwnego – tym razem do dyspozycji oddano cały teren hangaru, a nie dwie trzecie.

Pierwszego dnia stawiłem się na miejscu krótko po otwarciu bram. Wielkich kolejek do kas  nie było, ale to chyba tradycja, że PTP startuje spokojnie, by następnie porażać liczbą obecnych. Dla mnie dobrze – sporo premier już na kranach i w dodatku łatwo póki co osiągalnych. Problemem nie było także zdobycie szkła, które tradycyjnie wypożyczyłem na festiwalowym stoisku. Sztandarowy nonic jest bardzo poręczny, a jego mała pojemność dodatkowo sprzyja degustacji.

Samych stoisk mnóstwo. I w dodatku z przeróżnych stron piwnego świata – od najbardziej znanych rzemieślników, jak Pinta czy AleBrowar, przez debiutantów (Komitet, Osowa góra), po antyperełeki jak Edi czy Połczyn – Zdrój. Pojawiła się też Kompania Piwowarska(!) ze stoiskiem Cervesario, czyli sekcją degustacyjno – szkoleniową. Podobno można poznać tam (na bazie Książęcego) różne style piwa i zapoznać ze sztukę degustacji. Niestety, nie załapałem się na żaden z „pokazów” i nadal nie wiem nic o piwie.

Czy piwu szkodzi zły dotyk?

Równolegle do degustacji i podpinania kolejnych beczek, na scenie trwały prelekcje i pogadanki. Zróżnicowanie tematyczne było dosyć spore, podobnie jak poziom zaawansowania. Spragnieni innych wrażeń mogli pograć w gry planszowe lub piłkarzyki. Pojawił się też jeżdżący bankomat wbudowany w samochód. Ciekawa konstrukcja, właściciel musiał sporo kasy władować w to auto…

Hala zaczęła się zapełniać około dwudziestej, podobnie jak teren pod sceną, na której wystąpił Tomasz Kopyra, opowiadając o powstaniu książki i odpowiadając na pytania widzów. Po prelekcji wypisywał dedykacje, ale kolejka była tak duża, że dopchałem się dopiero po dwóch godzinach.

W międzyczasie odbyła się uroczysta premiera piwa The Blogger, uwarzonego przez piwnych blogerów i Brokreację. Na scenę wkroczyli Mateusz Górski i Jurek Gibadło, którzy szczegółowo opowiedzieli o powstaniu tego trunku i całej inicjatywie. Przy okazji, wreszcie dowiedziałem się, jakie powinno być piwo, które zadowoli blogera. Ale o tym w kolejnym wpisie.

Drugi dzień upłynął mi głównie na Beer Blog Day, ale zaraz po jego zakończeniu ruszyłem  na halę wystawową. Gości było mnóstwo. I przez mnóstwo myślę faktyczne tłumu. Zdecydowanie więcej osób, niż w zeszłym roku – w efekcie wszystkie miejsca siedzące były zajęte, a jedynie dobre rozplanowanie przestrzeni uratowało kolejki przed blokowaniem drogi zwiedzającym.

W sobotę miało miejsce sporo wydarzeń towarzyszących. Poza wspomnianym zlotem blogerów, odbyły się profesjonalne szkolenia sensoryczne, czy pokazy warzenia. Nie zabrakło też kultowej piwnej matury, w której oczywiście wziąłem udział. Tym razem egzamin stanowił połączenie poziomu podstawowego i rozszerzonego i bez wątpienia był wymagającym wyzwaniem dla pasjonatów piwa.

Całe Targi funkcjonowało też stoisko balwierza, gdzie w ramach akcji Movember, mistrzowie fachu dokonywali strzyżenia włosów i pielęgnacji brody. Można było także zrobić sobie festiwalową fotkę, a w sklepiku festiwalowym czekały rozmaite gadżety – od plakatów, przez torby do koszulek. Warto wspomnieć o kilku stoiskach branżowych, zarówno ze sprzętem, jak i surowcami dla piwowarów, nie tylko domowych.

Zwieńczeniem soboty było wręczenie nagród KPR, ale zanim to nastąpiło, na scenie wystąpili Eskaubei & Tomek Nowak Quartet. Rzeszowski raper zostawił sporo energii i emocji na scenie i odpowiednio rozgrzał zgromadzoną publiczność. Osobne pochwały należą się zespołowi, umiejętnie łączącemu hip hop z jazzem.

Finał Konkursu Piw Rzemieślniczych trwał ponad godzinę, ale nic dziwnego, skoro do wręczenia były nagrody w ponad trzydziestu kategoriach. Wśród zwycięzców sporo było zaskoczeń – zwłaszcza jeśli chodzi o złote medale. Cieszy fakt, że sporo debiutantów sięgnęło po laury – to dobry znak na przyszłość i zachęta dla innych browarów, by wystartowały w kolejnych edycjach plebiscytu. W tym roku do największych wygranych należy Browar Jan Olbracht z Krzysztofem Juszczakiem. Słynny Josefik zdobył Grand Prix konkursu, przyznane dla piwa Piotrek z Bagien Funky Wild Fruit Wiśnia (także zwycięzcy kategorii Piwo z owocami).

Przed powrotem do domu i pofestiwalowej rzeczywistości, spędziłem nieco czasu przy stoisku ekipy Polski Kraft. Podobnie jak w przypadku Beergoszczy, bydgoska aplikacja zapewniała oficjalne wsparcie poznańskiego festiwalu. W trakcie imprezy można było sprawdzić rozkład wydarzeń, oznaczyć piwa do spróbowania czy zobaczyć mapę stoisk. Cieszy fakt, że wszystko chodziło płynnie, w przeciwieństwie do niektórych innych aplikacji festiwalowych w Polsce. Chłopaki zapewnili mnie, że pracują nad wersją na iOS, ale dokładnej daty premiery nie zapowiedzieli.

Poznańskie Targi Piwne po raz kolejny zadziwiają skalą imprezy. Niemal wszystko dopięte na ostatni guzik, dobrze funkcjonujące i zachęcające do powrotu. Mnogość browarów i innych stoisk zapewniających asortyment dla każdego, pokazuje, że można zorganizować w Polsce targi piwne z prawdziwego zdarzenia. Chciałbym, by imprezy takie jak ta miały miejsce w całym kraju, ale może wtedy PTP obdarto by z wyjątkowości? Tak czy owak, to niesamowita impreza i zdecydowanie moja ulubiona w piwnym kalendarzu. Za rok wrócę tu z pewnością.


PS: Pełne wyniki KPR można zobaczyć choćby tutaj:

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr