Browar Harpagan: Buzdygan Rozkoszy

Ach ten Buzdygan Rozkoszy. Najlepsze polskie piwo, jakie piłem na Poznańskich Targach Piwnych 2017.  Z niecierpliwością czekałem na pojawienie się edycji butelkowej. W końcu, z niewielkim poślizgiem, dotarła ona i w moje rejony. Zbiegło się to z dyskusją na temat produkcji Browaru Harpagan, która rzekomo nie powtarza sukcesu wersji lanej. Tym bardziej musiałem się przekonać, jak to wygląda w rzeczywistości.

Buzdygan Rozkoszy

Nazwa: Buzdygan Rozkoszy
Browar: Harpagan
Styl: Russian Imperial Stout
Ekstrakt: 24% wag.
Alkohol: 8,6% obj.

Skład: woda; słody jęczmienne, słód żytni; wiórki kokosowe, jęczmień palony; granulaty chmielowe; kawa; drożdże piwowarskie
Opis: Istnieją bronie tak potężnie, że są w stanie zmienić losy każdej bitwy. Takim orężem jest właśnie Buzdygan Rozkoszy. Każda rozłupana czaszka sprawia coraz większą ekstazę i rozkosz. Pragniesz tylko jednego – zmiażdżyć swoich wrogów. Wszystko ma jednak swoją cenę…


Temperatura degustacji: 15°C
Kolor: niemal czarny, nieco brązowych refleksów
Piana:
niska, beżowa, bardzo szybko opada
Aromat:
gorzka i deserowa czekolada. Mus pralinowy z mocno prażonym kokosem. Paloność z kawowością. Ciemne, pumperniklowe słody. Przy ogrzaniu bardziej zauważalny, słodszy kokos
Smak:
dość duża słodycz, sporo czekolady, ciemnego pieczywa, palonych słodów. Nieco mniej pralin, kawy, prażonego kokosa. Ten ostatni rozkwita dopiero po ogrzaniu
Goryczka:
lekko palona – tu jednak dominuje słodycz
Całość:
nadal smaczne, choć nie tak pełne i intensywne jak w Poznaniu. Trochę alkoholowe, ale przyjemne, na dłuższe posiedzenie 7,5/10

Etykieta: zestaw, razem z kartonikiem, jest bardzo miły dla oka. Rysunkowa stylistyka, podobnie jak dobór kolorów przyciągają wzrok, stanowiąc atrakcyjną oprawę. Wszystko do tego bardzo czytelne – zarówno tekst jak i grafiki. Małym minusem jest różnica w oznaczeniu – na pudełko widnieje napis piwo niepasteryzowane, na butelce pasteryzowane. Drobny, ale znaczący błąd. Kapsel czarny, bez nadruku.

Podchodziłem do degustacji z niewielkimi obawami i gdzieś w połowie się one ziściły. Buzdygan Rozkoszy nie rzucił mnie na kolana jak na PTP. To jednak nadal smaczne, przyjemne deserowe piwo. Różnica w wersjach nie jest też aż tak duża, jak w przypadku Heroda. Czekam już na kolejną warkę – w głębi serca licząc na wersję Rum BA. Wydaje się ona perfekcyjnym wyborem na podkręcenie całości.

OCENA
7,5/10

PODSUMOWANIE
Już jako młokos, najbardziej lubiłem jak Buzdygan walił w kokos

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr