Beergoszcz vol. IV: degustacje piwne i nie tylko

Czwarta edycja festiwalu Beergoszcz trwa w najlepsze. Piwa, także premierowe, czekają w beczkach i butelkach na odwiedzających. Foodtrucki serwują rozmaite posiłki, zaspokajając głód gości. Na początek drugiego dnia imprezy pora na kilka krótkich i zwięzłych recenzji beergoskich specjałów.

beergoszcz vol 4Kiwi Wonder (Hopium), czyli piwo festiwalowe – NEIPA z dodatkiem kiwi. Niestety, nie zaskoczyło mnie zbyt pozytywnie. Za mało tu owocu, za dużo chmielowej mętności w smaku i treści. Poziomu poprzednika, czyli Miroslava Gose, nie osiągnął.

Forest IPA (Nepomucen) ma to, co lubię najbardziej w piwie – czyli nuty leśne. I jest ich cała masa – żywica, pędy sosny, igliwie, mech. Dużo chlorofilu, iglastych olejków. Dla niektórych wydać się może przesadzone – w moje gusta trafia idealnie.

Angel’s Share (Komitet) to strong scotch ale. Gładkie, dość oleiste. Wyraźne, ciężkie nuty torfowe dobrze grają z całością. Przyjemne piwo.

Kuźnia Piwowarów West Coast (Jan Olbracht) w aromacie i smaku ma głównie cytrusy, nieco tropików. Zbożowość i lekki karmel w tle lekko zamulające. Goryczka zbyt zalegająca. Dość proste.

Yakima Cider (Brokreacja) to nie moja bajka. Nie mam szczęścia do chmielonych cydrów, bo żaden jeszcze nie przypadł mi do gustu. Tutaj brakuje balansu i pojawia się siarka – bolączka wielu produktów na rynku.

The Blogger – wersja wymrażana (Brokreacja) tu zaskoczyłem się bardzo, bardzo pozytywnie. Grzeczna podstawka zmieniła się na plus – jest ułożona i intensywna. Obok owocowego dymu i przypraw dostajemy sporo powideł, między innymi morelowych. Gładko i treściwie, pycha.

Brudny Harry (Brodacz) to kolejne pozytywne zaskoczenie. Blond Ale i kawa udanie łączą dwa światy. Ziarna są nieco mączne, ale świetnie przełamują słodowo – owocowy profil piwa. Kawowość wyraźna, kojarząca się mi z zimnym zaparzeniem. Całość dobrze wpisuje się w coraz popularniejszy trend jasnych piw z kawą.

Grin Sove (Golem) był dla mnie powrotem do znanej pozycji. W wersji beczkowej rozmaryn jest bardzo intensywny i orzeźwiający. Lekko się pije.

Najlepsze piwo, jakie piłem na festiwalu zostawiam do osobnego wpisu. Pojawi się w recenzji obok innej premiery Browaru Golem. Zdecydowanie jest o czym pisać.

Beergoszcz nie może obejść się bez strefy gastro. Moim łupem padły krewetki w tempurze z Krewetka i Kurczak. Świeże i smaczne, zwłaszcza w połączeniu z autorskimi sosami. Ja wybrałem mięsny i majonezowy. Oba bardzo dobrze pasowały do przekąski, choć mój głód zaspokoiłyby minimum dwie porcje.

Pora szykować się na drugi dzień festiwalu. Może kolejne piwa i potrawy znów zaskoczą mnie pozytywnie?

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr