Bazyliszek: Cud nad Wisłą St. Patrick’s Edition

Zwykle zielone piwa omijam szerokim łukiem. Bez względu, czy to jarmark, festyn, festiwal piwa, czy Dzień Świętego Patryka, stronię od specyfików zabarwianych substancjami, które nie dość że syntetyczne, to czasami szkodliwe (lub o takie właściwości podejrzewane). W ogóle, jakikolwiek sztuczny dodatek do alkoholu przekreśla dla mnie jego wartość. Perełki barwione naturalnie są rzadkością. Tym bardziej zaskoczyło mnie, że z okazji irlandzkiego święta, warszawski Bazyliszek przygotował wariację na temat swojego APA. Cud nad Wisłą uzupełniony został naturalnym barwnikiem, chlorofilinami. Czy taki dodatek mieści się w granicach piwowarskiej uczciwości?

Cud na WisłąNazwa: Cud nad Wisłą St. Patrick’s Edition
Browar: Bazyliszek
Styl: American Pale Ale
Ekstrakt: 12% wag.
Alkohol: 5% obj.
Goryczka: 22 IBU


Kolor: żółtozielone, sianotrawiaste, zmętnione. Z całą pewnością nie jest to ta sławetna sztuczna zieleń, którą spotkać możemy w większości patrykowych piw. Niemniej, widać różnicę w stosunku do zwykłej APY.
Piana: niewysoka, trwała, o białej barwie.
Aromat: Mam w domu takie kadzidełka imitujące zapach marihuany. I pachną dokładnie tak samo jak to piwo. Pytanie, czy to kwestia wady, tzw. skunksa (który jednak pachnie nieco inaczej, a mi kojarzy się z mokrą sierścią). Bardziej skłaniałbym się do działania pochodnych chlorofilu, które mogły wnieść dodatkowe, powiedzmy liściaste, nuty. Z resztą – trawiastość, liściastość, sianowość też jest tu wyczuwalna. W tle pojawiają się akcenty cytrusowo – limonkowe z niewielkim zielonym jabłuszkiem. Jakby nie patrzeć, wszystko pod kolor. Niestety, klasyczny Cud nigdy nie trafił do mojego szkła, więc na tym polu nie mam porównania.
Smak: tutaj podobnie, uczucie picia bliskiego krewniaka chmielu towarzyszy od pierwszego łyku. Jeśli ktoś próbował kiedyś piwa/energetyka z olejkiem konopnym to wie o czym mówię. Dalej obecna jest lekka skórka cytryny i jeszcze delikatniejsze akcenty egzotyczne. W tle sporo słodowości – jasne pieczywo, świeże bułeczki, jasne ziarno. Goryczka piołunowa, dosyć niska, choć według mnie mocniejsza niż deklarowane 22 IBU, prędzej jakieś 35 – 40.
Całość lekko kwaskowa, orzeźwiająca, pijalna i lekka. Dla jednych będzie to skandal i niewypał, mi piło się przyjemnie. Ciekawostka na 7/10

Czy dodatek obcego barwnika jest dopuszczalny? Tak jak pisałem wcześniej, w przypadku użycia syntetyka – absolutnie nie, ale gdy kolor pochodzi z niestandardowego dodatku (burak, ziemniaki, algi) – jak najbardziej. A co z sytuacją pośrodku – kiedy pojawia się barwnik pochodzenia naturalnego dodany nienaturalnie? Dla mnie to też zależy od sytuacji – dolewanie farbek w celu zafałszowania koloru zasługuje na potępienie, ale jeśli w ramach okazjonalnej ciekawostki (czyli jak w tym przypadku) miałbym wybierać kolorowe piwo, to bez narzekania sięgnę po takie naturalnie barwione. Zwłaszcza, że taki chlorofil może działać zbawiennie dla organizmu.

OCENA
7/10

PODSUMOWANIE
Specyficzne, naturalnie barwione zielone APA, dobra alternatywa dla pseudopiwnych zielonych specjałów.


Post scriptum:
Oczywiście głównym bohaterem dnia były stouty – jak choćby Oyster Kiss z Piwnego Podziemia, czy kultowy już Geezer z Kingpina. I to jest prawdziwa celebracja irlandzkiego święta. Dla mnie podwójna, bo moja pierwsza wizyta w Prolog9 miała miejsce dokładnie rok temu, także w Dzień Świętego Patryka. Jak ten czas szybko leci. Nie mogę się doczekać, jakie rewelacje pojawią się w Prologu za rok…

UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Tumblr